|
|
|
Historia
W
najlepszym momencie mego życia wszystko się zawaliło. Choroba zrujnowała
moje życie. Zawaliła się moja kariera zawodowa. Straciłam pracę. Czułam
jakby dla mnie wszystko się skończyło. Długo cierpiałam zanim wykryto
moją chorobę. Ciągłe "wycieczki" na trasie: szpital, pogotowie,
przychodnie lekarskie były koszmarem. Czułam się zagubiona, bezradna,
zrozpaczona. Cierpiałam nie znając miejsca gdzie mogłabym się udać o
pomoc, poradę i wsparcie. Podejrzewano u mnie chorobę porfirii". Gdy
dowiedziałam się co to takiego , byłam całkiem załamana. Zarejestrowano
mnie w Polsce na 507 poz. listy chorych na porfirię. Wielu z tej listy
już umarło. Na szczęście była to mylna diagnoza, ale dokładne badania
wykonane w Warszawie wykazały u mnie poważne uszkodzenie wątroby, której
przyczyną jest przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu C. Choroby tej
nabawiłam się po operacji kolana, Nikt nie znał wcześniej przyczyny
dlaczego po operacji kolano moje nie chciało się goić. Budziło to
niepokój zarówno u mnie jak i u lekarza, który zabieg ten wykonał.
Dalsze leczenie to: Klinika, biobsja, intrferon a potem leczenie
skojarzone : interferonem z rybaviryną . Wszystko to stało się moją
udręką ale i nadzieją na uzdrowienie.
W czasie leczenia dużo myślałam o przyszłości swojej i swoich bliskich.
Paraliżował mnie często strach. I wtedy zrozumiałam, że w podobnej
sytuacji są inni ludzie. Oni też przeżywają koszmar. Nie, tak być nie
może! Zranione serce zaczęło wołać S.O.S. Postanowiłam, że założę
Stowarzyszenie Pomocy Osobom Chorym na Wirusowe Zapalenie Wątroby. W ten
sposób pomysł swój wprowadziłam w życie. Miałam duże poparcie rodziny!
Tak powstało "moje" Stowarzyszenie. Dziś pełnię funkcję Prezesa tej
organizacji. Jestem szczęśliwa, bo mimo swojej choroby czuję się
spełniona. Nie mam pracy zawodowej (bo ją straciłam z powodu choroby),
mam jednak pracę społeczną, która jest dla mnie wielkim szczęściem.
Wokół mnie jest wielu ludzi o podobnych problemach. Zakładając
Stowarzyszenie stworzyłam grupę "wzajemnego wsparcia". Nasze spotkania w
organizacji są często grupową psychoterapią.
Z własnego doświadczenia wiem, że w towarzystwie osób o podobnych
problemach i doświadczeniach łatwiej się otworzyć, wyżalić, zwierzyć.
Wielu członków Stowarzyszenia dopiero u mnie po raz pierwszy opowiada na
głos o dręczących ich problemach, o tym jak choroba wpłynęła na ich
relacje z bliskimi. To bardzo ważne , aby chory umiał rozładować swoje
napięcie, bo stres - wiadomo - nie sprzyja powrotowi do zdrowia. Dzięki
spotkaniom w Stowarzyszeniu nie tylko chorzy, ale również ich rodziny,
nabierają dystansu do własnych przeżyć i z większym optymizmem patrzą w
swoją przyszłość. A o to właśnie mnie chodziło. Sama przecież tego
kiedyś bardzo potrzebowałam. Z czasem nauczyłam się jak żyć z chorobą.
Ciągle powtarzam sobie i moim bliskim towarzyszom niedoli : ... mój ty
wirusie nie bądż tak złowrogi i dajże mi pożyć . Jesteś moim gościem nie
zapomnij o tym" ... "jeśli nie mogę cię pokonać, żyjmy ze sobą w
spokojnej symbiozie". Te słowa to moje motto, moja broń.
Stowarzyszenie stało się moją pasją. Dla członków Stowarzyszenia
organizuję różne formy pomocy w postaci: porad prawnych, opieki
psychologa, dostępu do tańszych szczepień, tańszego zakupu leków, tu
mają punkt informacji o prawach pacjenta do świadczeń zdrowotnych.
Zorganizowałam również bibliotekę medyczną , wypożyczalnię glukotrendu
do pomiaru poziomu glukozy we krwi. Zakres działalności naszego
Stowarzyszenia jest znacznie większy. Chciałabym aby członkowie
organizacji byli zadowoleni z przynależności do Stowarzyszenia.
Największym osiągnięciem dla mnie i członków organizacji jest uratowanie
Oddziału Zakażnego w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im, prof. W.
Orłowskiego w Częstochowie przed grożącą mu likwidacją z powodu złego
stanu technicznego. Tu zawsze wyrazy swej wdzięczności i podziękowania
kieruję do Władz Miasta za to, że odpowiedziały na apel naszej
organizacji o pomoc w ratowaniu Oddziału Zakażnego. Dziękuję również
Dyrektorowi Szpitala Januszowi Adamkiewiczowi, który także dzielnie
walczył o Oddział Zakażny. To nasz wspólny sukces ! Szpital jest już
częściowo po remoncie . Pozostały jeszcze niektóre boksy, których remont
, mam nadzieję, też wkrótce się skończy. W imieniu Stowarzyszenia (
wszystkich jej członków oraz ich rodzi - 603 podpisy) wystąpiłam z
petycją do Ministra Zdrowia o : - umieszczenie choroby WZW na liście
chorób zakażnych, - zadbanie o to by w placówkach zdrowia stosowano
właściwe sterylizatory sprzętu medycznego tak by choroba wzw nie
powiększała grona osób chorych (zwłaszcza typu HCV) - powołania
Pełnomocnika ds. WZW. Z niecierpliwością czekamy na decyzję Ministra.
Żyjemy z głęboką wiarą, że ta sprawa pozytywnie zostanie rozwiązana.
Mamy poparcie również Ogólnokrajowego Rzeczoznawcy ds. Zakażeń z A.
Medycznej we Wrocławiu prof. Gładysza , który również złożył swoją
petycję w Ministerstwie. A teraz z podobną petycją występuje do Ministra
Zdrowia Stowarzyszenie Pomocy Osobom Zakażonym Wirusami Hepatotropowymi
"HEPA-HELP" z Łodzi. Nasza organizacja liczy już ponad 160 osób. Telefon
ciągle dzwoni. Przybywają nowi członkowie. Świadczy to o tym, że nasze
Stowarzyszenie jest potrzebne nie tylko dla jej członków , ale również
dla mnie. Nie mamy pieniędzy, bo o sponsorów w dzisiejszych czasach jest
bardzo trudno a my, ludzie chorzy, nie mamy tak dużej siły przebicia, Do
prac Stowarzyszenia nie możemy zatrudniać ludzi a mimo to jako
organizacja jesteśmy bardzo silni bo nawzajem bardzo się potrzebujemy.
Moim marzeniem jest aby w przyszłości choroba wirusowego zapalenia
wątroby przestała być grożna, a jej leczenie stało się bardzo proste.
Miejmy nadzieję, że daleko idący postęp w medycynie pozwoli, aby nasze
marzenia się spełniły. Tego życzę wszystkim chorym.
Magdalena Klaklik
|
"Nadzieja"
Drzewo Nadziei zostało zasiane.
Powoli rośnie, ale jest Nadzieja.
Patrzę przez okno jak wiatr nią pomiata.
I jestem dumna, że Ona tak silna.
Z przeciwnościami losu walczy tak wytrwale.
Rośnie Nadzieja i siła z nią rośnie.
Już się z słabością swoją pożegnała!!!
Drzewo Nadziei dodaje mi siły.
Zdrowie wróciło! Powróciła wiara!
Życie od nowa moje się zaczyna.
Czerpię swe siły od drzewa Nadziei.
I je rozdaję tym co dziś są słabi.
Niechże i oni drzewo swe zasieją!!!
Drzewo Nadziei, wiarę w lepsze czasy.
Magdalena Klaklik. 19.04.2008 |

|